• Wpisów:8
  • Średnio co: 161 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 18:14
  • Licznik odwiedzin:1 500 / 1450 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Znacie to uczucie kiedy nad czymś się męczycie a to tak nagle znika? Bo widzicie napisałam następną częśc opowiadania... już ją kończyłam i nagle nie wiem nawet jak strona mi się odświeżyła. I co?! Wszystko się usunęło... To boli ;-; No ale nikt nie mówił, że życie jest sprawiedliwe, ulubiony tekst moich nauczycieli... jak ja go nienawidzę! Tak więc jak jest tam ktoś kto czyta moje wypociny to informuję, że nowej części dziś nie będzie, ponieważ pisanie tego od nowa nie ma sensu. Może jutro <3
 

 
Cat szarpnęła szmatę wyciągniętą w jej stronę i opatuliła się nią szczelnie z westchnieniem ulgi. Musiała się zoriętowac w sytuacji. Stała teraz ubrana w samą szmatę, sztaniści wysłali ją w podróż wynikiem której było wylądowanie w XIXw. a do tego nie wiedziała jak wrócic. Mężczyzna odwrócił się w jej stronę. Następny mundurowiec , ten z kolei miał jedną złotą gwiazdę na pagonach.
-Nie przeniosłaś się w czasie.- Powiedział nieco niepewnym, drżącym głosem. Catrina zaśmiała się cicho i żałośnie.
-Przepraszam pana, ale jak wytłumaczyc to, że wszędzie dookoła są dziewiętnasto wieczne budynki?
-Liczą one sobie więcej niż XIX wieków. Jeśli będziesz współpracowac wszystko zostanie ci wyjaśnione.- Odparł już pewniejszym głosem. Cat miała wrażenie, że wpadła w jakąś paranoje. Wzruszyła ramionami i zadrżała kiedy wiatr mocniej zawiał, nadal było tu tak samo chłodno.
-A mam wybór?- Spytała a na te odpowiedź mężczyzna uśmiechnął się kpiarsko.
-Dobry wybór.-Urwał przykładając rękę do srebrnego kręgu przyszytego do górnej części munduru.- Jestem Jacob, państwowy alchemik. Zanim zaczniesz się unosic wysłuchaj mnie...
-Przepraszam, że przerywam ale trochę tu chłodno. Mogłabym się przebrac?- Spojrzał na nią przeciągle wzruszając ramionami.
-Jak musisz. Spodziewałem się, że podczas przenoszenia twoje ciuchy zostaną po drugiej stronie więc przygotowałem zastępcze. Leżą w szopie, skoro tu mieszkasz powinnaś wiedziec gdzie to.- Cat ruszyła w stronę szopy, ta wyglądała tak samo. Poniszczona, waląca się szopa z narzędziami do pielęgnacji ogrodu. Mokra trawa łaskotała ją w bose stopy ale nie zwracając na to uwagi przebrnęła przez zarośla i pchnęła drzwi szopy. Zaskrzypiał jak zawsze, dzwięk ten przypominał miauczenie mordowanego kota... W środku pachniało drewnem i ziemią. Rozejrzała się zobaczyła, że na beczce jest ułożony stosik ubrań. Ruszyła w jego stronę.
-Nie wiem co o tym myślec... nawet bieliznę przygotował...- Powiedziała do siebie krzywiąc się na widok koronkowych gaci. Westchnęła i przebrała się jak najszybciej potrafiła. Przygotował jej krótką spódnicę, co wcale nie było dobre na taką pogodę, lnianą, białą bluzkę na którą narzuciła skórzaną kurtkę. Na szyję narzuciła czerwony szal a na bose stopy buty po kolana. Spojrzała na swoje odbicie w metalowej blaszce.
-Porażka...- Szybkim krokiem wyszła z szopy. Jacob stał w tym samy miejscu co wcześniej bawiąc się zapalniczką. Podeszła do niego a ten skinął na znak aby poszła za nim. -Gdzie idziemy? -Spytała równając z nim krok.
-Do centrali.- Odparł nawet na nią nie patrząc. Wyszli przez bramkę na ulicę gdzie w "jej świcie" powinien znajdowac się las. Jacob zatrzymał stary samochód, który miał słżyc za taksówkę. Wsiadła przyglądając się zabytkowemu pojazdowi.
-Tak jak już mówiłem nie przeniosłaś się w czasie. Rok jest ten sam, ta sama data godzina i sekunda. Tam świat jest równoległy do tego w którym do tych czas żyłaś z tą świadomością. Różni się jedynie tym, że tu technologia się dopiero rozwija, gdzie u ciebie jest już wysoko rozwinięta. Tu natomiast rozwinęła się alchemia.- Mówił przyciszonym głosem tak, że ledwo go słyszała. Wytrzeszczyła oczy z nie do wierzeniem. Choc faktem jest iż znajduje się w innym miejscu niż wcześniej. "Z tą świadomością"?
-Ale dlaczego tu jestem?
-Ponieważ pewien człowiek naruszył równowagę i przeszedł przez "granicę". Można powiedźiec, że jesteś tu aby wyrównnac świadomych.
-No to... Dlaczego akurat ja?
-Ponieważ tym który naruszył tabu był twój ojciec.
-No tak, mogłam się tego spodziewac.- Prychnęła pod nosem z irytacją. Czemu musi cierpiec za grzeczy rodziców.-Będę mogła wrócic do mojego domu?
-Bez problemu twój dom znajduje się też po tej stronie.-Odparł Jacob. Cat zamarła. No tak, przecież obudziła się na swoim podwórku.
-Chodzi mi raczej o to aby wrócic do swojej rodziny...
-Oni tu są. Są ze świadomością tego życia. Widzisz to jest dośc zagmatwane jednak postaram ci się to wyjaśnic. My alchemicy między innymi zajmujemy się regulowaniem takich sytuacji jak z Lucjanem. Naruszył on tabu i stworzył krąg dzięki któremu przeniósł się do równoległego świata. Natura domagała się czegoś w zamian. Skoro człowiek z tego świata przeszedł do twojego to musiało stac się coś odwrotnego ktoś z twojego świata musiał przyjśc do tego... i tak wyszło, że wypadło na ciebie. W świecie wszystko musi się równoważyc tak właśnie on funkcjonuje. Nie złośc się, że twój ojciec nic ci nie powiedział. Tak zwaną świadomośc całkowicie traci się po połowie roku. Nie posiada się żadnych wspomnień z życia przed przeniesieniem się... wszystko zamienia się w wspomnienia ciebie żyjącej w danej rzeczywistości... Żeby było prościej. Jako alchemik przenoszę się czasami do twojej rzeczywistości i podczas przeniesienia widzę siebie, moje drugie wcielenie z tamtej rzeczywistości stoi i czeka aby zaminiec się zemną miejscem. Z moimi umiejętnościami muszę je zatrzymac aby nie przeszło do tej rzeczywistości a sam przejśc. Jest to możliwe ale pozostac po drugiej stronie mogę nie więcej niż tydzień bo po prostu świat mnie wyeliminuje, czyli umrę a skoro ja umrę to i moje drugie ja... Ty zapewne minęłaś się ze swoim "drugim ja" ona z tej rzeczywistości jest teraz w twoje a ty w jej. Po upływie połowy roku nie będziesz pamiętac nic z życia w tamtej rzeczywistości a przejmiesz wspomnienia twojej drugiej połówki a ona twoje... Zrozumiałaś? - Cat zaszumiało w głowie. Że co? Miała ochotę powiedźiec. Prawdę mówiąc nic nie zrozumiała. Było to takie niejasne i niezrozumiałe, że aż ją głowa rozbolała a do tego mówił to szeptem, zapewne aby kierowca nie słyszał, więc musiała się wysilac aby go usłyszec.
-Tak.- Skłamała z niepewną miną. Mężczyzna uśmiechnął się krzywo.
-Na pewno.- Odparł sarkastycznie.-Zaraz dojedziemy do centrali.
 

 
Zebrani przy ognisku, podejrzanie wyglądający wyznawcy szatana, wymienili między sobą spojrzenia. Cat cofnęła się o kilka kroków.
-Nie mam zamiaru wyznawac waszej religii! Możecie sobie wierzyc w szatana na innym ogródku.- Starała się mówic opanowanym i pewnym siebie głosem, ale efekt był odwrotny. Co ją podkusiło żeby tu przyjśc? Zadrżała na widok jej psa przytulającego się do jednego z mężczyzn. Ogromnej postury w średnim wieku.- Zdrajca.-Wysyczała do psa. Owczarek podniósł brązowe oczy niewinnie wpatrując się w właściciela. Ciszę przerwał mężczyzna, który dopiero wyłonił się z mroku. Wstąpił w okrąg światła padającego od ogniska i wyprostował się dumnie wsparty na rękojeści od wąskiego miecza. Po plecach Cat przebiegł dreszcz. Mężczyzna ubrany był w coś co wyglądało jak mundur wojskowy. Czarny z białymi ornamentami, na ramionach lśniły cztery złote gwiazdki. Spoglądał na nią obojętnie z pod przymrużonych oczu, po jednym policzku ciągnęła się przeciągle brzydka blizna. Cała twarz wyglądała młodo. Na początku Cat w pomyślała, że stoi przed nią czterdziesto latek, ale gdy się bliżej przyjrzała dostrzegła, że jest jeszcze młody. Spojrzał na nią.
-Będziesz współpracowac?- Spytał obojętnie. Cat poczuła, że coś w niej pęka.
-Oczywiście, że nie! Naruszacie mój teren...- Zamilkła na widok zmieniającego się grymasu na twarzy jej rozmówcy.- Nie jesteście wyznawcami szatana prawda?
-Oczywiście, że nie głupia. Co jest nie tak z tym światem?- Odezwała się nagle blond kobieta.- Zróbmy to co mamy zrobic i zwijajmy się do domu, chcę się wreszcie porządnie wyspac.
-Sama się zgłosiłaś na te misję, poruczniku.- Odezwał się ten młodo wyglądający, co ją przywitał. Łatwiej by było ich określac gdybym znała ich imiona. Pomyślała Cat. Muskularny w średnim wieku nadal głaskał jej psa i wydawał się byc niezainteresowany kłótnią.
-Jakie rozkazy generale? - Spytała kobieta, dłubiąc w zębie.
-Zabierajcie ją.- Odpowiedział na co całe towarzystwo wstało, przykładając rękę do czoła salutując. Postac zniknęła w cieniu. Trzeba stąd odejśc bo robi się nieciekawie. Pomyślała. Zrobiła kilka kroków w tył chowając się w cieniu. Jednak młody chłopak okazał się szybszy i złapał ją od tyłu wyginając ręce.
-Teraz El!- Krzyknął do kobiety. Ona czubkiem buta zaczęła ryzowac koło w ziemi z niebywałą prędkością. W kole znalazła się Gwiazda Dawida, a przy kole jakieś runy . Jej oprawca popchnął ją w okrąg. Upadła boleśnie na ramię. Syknęła z bólu.
-Ej zaraz co wy robicie?! Mówiliście, że nie jesteście szatanistami!- Nie mieli zamiaru jej odpowiadac. Stanęli w trójkę przy okręgu a Cat zdążyła tylko zauważyc jak unoszą ręce i składają je na znak modlitwy po czym przykładają do ziemi. Brzegi ryciny na ziemi zaczęły iskrzyc się na błękitno jak całe miliony małych piorunów. Uniosła się na łokciach chcąc się wydostac, ale poczuła jak niewidzialne małe rączki wchłaniają ją w ziemię. Pies ze skowytem ruszył w jej stronę. Teraz to wracasz. Zaśmiała się z goryczą w duchu.
Miała wrażenie, że została wchłonięta przez ziemię. Otworzyła oczy, sama siebie zadziwiając swoim spokojem. Stała naga w niekończącej się białej przestrzeni. Na przeciwko niej znajdowała się kamienna brama z wyrytym słońcem i księżycem. Stało tam też jej lustrzane odbicie. Niewysoka, czarnowłosa nastolatka o bladej cerze i zielonych oczach. Uśmiechnęła się do niej i ruszyła w stronę kamiennych wrót. Druga ona zrobiła prawie to samo tylko ruszyła w stronę wrót znajdujących się za jej plecami. Wśród oślepiającej bieli znajdowała się tylko ona i cel do którego zmierzała. Zapomniała o tym co się stała przed tym jak tu trafiła. Teraz liczyło się tylko przejście przez bramę. Stanęła przed drzwiami wyciągając rękę, zanim ich dotknęła uchyliły się niesamowicie cicho jak na tak potężne wrota. Z wewnątrz wydobywał się szum głosów i czerń. Znów to samo, niewidoczne ręce zaczęły ją ciągnąc i pchac tak, że sama nie mogła wykonac ruchu. Czuła ich zimno na ciele ale ich nie widziała. Tak jakby pożerał ją cień. Nie próbując się nawet opierac obojętnie pozwoliła przebrowadzic siebie przez wrota. Drzwi zamykały się za nią pozostawiając biały trójkąt w cieniu aż światło znikło zupełnie, był tylko cień.
Cat zamrugała kilkukrotnie. Poczuła, że coś ją uwiera w twarz. Po chwili zorientowała się, że to ziemia na której leży. Usiadła ospale na ziemi rozglądając się dookoła. Nadal była w swoim ogrodzie... Ale ogród był o połowę mniejszy a wszędzie gdzie spojrzała wyłaniały się budynki. Zamiast lasu wszędzie były budynki. Po ulicach jeździły samochody, których Cat za życia nie widziała. Stare, które w jej czasach uznawane były za zabytek. Budynki też wyglądały tak jakby wyjęto je z XIXw. Krzyknęła ze zdziwienia.
-Gdzie ja jestem?! Przeniosło mnie w czasie?- Wstała z ziemi i zorientowała się, że nie posiada swoich ubrań. Krzyknęła ponownie a gdy zobaczyła mężczyznę w mundurze z ręką na oczach, który wyciągał w jej stronę jakąś szmatę, miała wrażenie, że zemdleje...
 

mjukatt55
 
kurwaurocze
 
Czekam na poprawę w szkole wraz z osobą prowadząca tego blooga <3 Rozkminiamy logikę dwukątó i mleka czekoladowego oraz Oktawiana. Nauka to męczarnia ale w dwie osoby jest ciekawiej. Pozdrawiam wszystkich biednych uczniów z natłokiem nauki!
 

 
Catrina wracała mokrą ulicą, wyłożoną kostką, do domu. Jak co dzień było tu mokro, czarne włosy kręciły się od wilgoci i przyklejały do karku. Jak co dzień miała przy sobie aparat, wyciągnęła go w zamyślenia patrząc na szare sosny i przświtujące przez chmury popołudniowe słońce. Przyłożyła aparat do twarzy i wyostrzyła zdjęcie. Jak co dzień podczas powrotu do domu robiła zdjęcia, brakowało jej tylko psa do pełni szczęścia. Zza kępy zarośli wyłoniła się zardzewiała furtka. Nacisnęła klamkę i wkroczyła do ogrodu który przypominał "tajemniczy ogród" zaniedbany a jednak kryjący w sobie magię i całkiem urokliwy. Bordowe róże oplatały barierę przy schodach jej domu. Zrobiła następne zdjęcie. Podskakując lekko wspięła się na szczyt schodów i uchyliła drzwi
Przywitało ją szczekanie wielkiego, czarnego owczarka.
-Wróciłam. -Krzyknęła ściągając brudne od błota kozaki i kurtkę.
-Hej Cat, na obiad...- Jej matka siedziała na krześle przed stertą papierów z okularami na nosie. Catrina spojrzała na nią z powątpieniem.
-Kserówki! Moje ulubione!- Nie czekając na odpowiedź mamy weszła do kuchni i zajrzała do lodówki.- Zrobię sobie coś na szybko. - Odparła obojętnie, wiedząc że matka jest zajęta pracą.
-Jak tam w szkole? - Z przedpokoju dobiegał głos Mariki.
-To co zawsze. Banda matołów nie chcąca się niczego nauczyć no i ja, zrobiłam pare dobrych zdjęć.
-Nie mów tak o swoich znajomych bo z nikim się nie zaprzyjaźnisz.-Stwierdziła matka inteligentnym tonem. Zza drzwi wyłonił się brązowo włosy mężczyzna.
-Ja w twoim wieku poznałem twoją mamę...
-O Boże! Aż tyle lat ze sobą wytrzymaliście?! - Przerwała mu złośliwie Catrina. Lubiła się dręczyć z tatą.
-...Może ty też masz kogoś na oku? "O BOŻE JAKIE CIACHO!".- Lucjan naśladował głos piszczącej nastolatki.- Mówisz tak?- Cat z poirytowaniem spojrzała na ojca.
-Tato nie rób tak więcej to żałosne.
-Ja próbuje tylko nadążyć nad waszymi trendami. - Bronił się Lucjan. Chwycił jedną z kanapek jakie zrobiła Cat i zjadł ją kilkoma gryzami. Spojrzała na niego zielonymi oczami pełnymi urazy.
-To moje!
-Chcesz z powrotem?
-Dobra, nieważne. Idę do siebie.- Zgarnęła talerz z kanapkami i wspięła się na trzeszczące od starości drewniane schody. Zatrzymała się na szczycie i spojrzała na zdjęcie wiszące na ścianie obok jej pokoju. Czarno-białe i stare jak wszystko w tym domu. Oświetlenie było prymitywne dom zbudowany według starych schematów, wszystko trzeszczało jakby przy większym wietrze miało runąć. Uchyliła dwuskrzydłowe drzwi i weszła do pokoju. Przez okno wpadła struga bladego światła, w powietrzu unosił się kurz. Stare drewniane meble były nie na czasie a lampy z materiałowymi kloszami i frędzelkami wyglądały na wyjęte z innej epoki. Usiadła na łóżku i zaczęła posiłek. Pyszne kanapki z serem na obiad...
Obudziło ją szczekanie. Przetarła oczy i zobaczyła że leży z talerzem na kolanach a przy oknie szczeka Andrzej.
-Kiedy zasnęłam? Już ciemno Andrzej co ty tam widzisz?- Podeszła do okna i podrapała czarne zwierze za uchem, które trochę się uspokoiło pod wpływem pieszczot. Spojrzała w okno i westchnęła znudzona.
-Znowu oni?- Uklękła obok psa i pieszczotliwie głaskała go po głowie. - Ostatnio pojawiają się co noc... Czemu tylko my ich widzimy piesku? Rodzice na prawdę nie widzą okniska na ogrodzie?- Pies spojrzał na nią tak jakby ją rozumiał. - Wiesz co? Idę to sprawdzić, to nasz teren niech wierzą w szatana w innym miejscu! - Wyszła z pokoju i próbując zachować ciszę aby rodzice się nie zorientowali że wychodzi po nocach z domu. Jednak każde skrzypniecie schodka przyprawiało ją o dreszcz. Wsunęła buty i płacz. Uchyliła drzwi i w towarzystwie psa wymknęła się na ogród. Było chłodno ciemno i mokro ale nie zważając na okoliczności poszła przegonić nieznajomych.
Przeciskała się przez mokre liście idąc do miejsca z którego dobiegało światło a pies krok w krok z nią dumnie unosząc mordkę i nastawiając uszy. Wreszcie z gąszczu wyszła na małą polankę na skraju lasu. Otrzepała się z rosy.
-Boże czy ten ogród jest taki ogromny.-Wyszeptała do siebie. Spojrzała w przód i zobaczyła ognisko przy którym siedziały ubrane w staromodne ubrania postacie. Z mocno bijącym sercem wyłoniła się z mroku i stanęła obok nich. Odchrząknęła.
-Nie chcę przeszkadzać w szatanistycznych obrzędach jednak... mój pies bardzo się denerwuje gdy tu jesteście. - Andrzej spojrzał na nią wzrokiem mówiącym "najlepiej zwalić na psa" a cztery pary oczu patrzyły na nią różnym wzrokiem. Wśród nich była jedna dziewczyna do tego piękna, błąd włosa. Mogłabym zrobić jej sesje. Pomyślała Cat. O czym ja myślę? Potrząsnęła czarną grzywą. Nagle wszystkie spojrzenia skierowały się w stronę owej pięknej dziewczyny.
-Miałaś racje El, przyszła.- Odezwał się jeden z mężczyzn wyglądający na o rok starszego o Cat, wskazując na nią ręką. Cat zrobiła wielkie oczy. "Miałaś racje przyszła"? ...
 

 
Moją historię zacznę od opowiedzaenia o sobie. Więc jestem w drugiej klasie liceum, przeprowadziłam się wraz z moją rodzinką do jakieś zapyziałej wiochy na północy Anglii. Moim hobby jest... no cóż uwielbiam siedzieć w samochodzie, podczas gdy on jest w myjni, ale mam pewien problem który jest defekt tej wiochy nie ma tu myjni... Ciągle pada i jest pochmurnie mimo wszystko jednak krajobrazy są tu wyczepiste. Uwielbiam chodzić z aparatem i robić zdjęcia. Aparat jest jednym z moich dwóch przyjaciół, drugim jest mój pies Andrzej. Nie powiem , że moje życie jest ciekawe, w szkole nie mam znahljomych a otaczają mnie same ułomy. Mam tam swój jednoosobowy klub fotograficzny w którym mogę zatopić się w zdjęciach, których mam całe mnóstwo Ponieważ telrfon noszę ze sobą wszędzie, takie zboczenie zawodowe. Następna rzeczą która wypełnia moje życie w tym mieście jest zamiłowanie do rysunku. Szkicuję tak samo jak robię zdjecia, prawie wszędzie i zawsze i mówiąc skromnie dobrze mi to idzie. Wielbie szkicowac te wszystkie potwory o których opowiadał mi tato gdy byłam mała. .. więc teraz trochę o moich rodzicach. To właśnie przez moją matkę siedzę w tej miejscowości, małej ale urokliwej. Przerowadzka do tego miejsca jest spowodowana jej pracą. Marika pisze książki kryminalne na podstawie prawdziwych wydarzeń a ponieważ w tej okolicy "coś się dzieje" mama ma zamiar na pisać nową książkę. Natomiast mój ojciec jest zdrowo piprznięty. W sumie nie jestem pewna czym on się zajmuje, z zamiłowania jest... kocha bajki i opowieści o likandropi, krwiopijcach itp. Mogę powiedzieć, że to po nim odziedziczyłam, jest to wada genetyczna. Jak byłam mała ojciec opowiadał mi na dobranoc bojki o nimfach które wychodzą z jeziora i porywają ludzi. Nie ma to jak kochany tato.
I tak się ciągnie moje życie wypełnione spamerami z psem, rozmową z psem, długimi woeczorami przy kominku z psem oraz nauce. Jednak ostatnio na moim ogródku zaczęły odbywać się szatanistyczne obrzędy. .. zaczyna mnie yo martwić choć od początku wydawało się być to dziwne, jednak tylko ja je widzę. ..
 

 
Przerwa w nauce! Dośc tego bo mi się mózg zagotuje mam dosyc krzyżaków. Nie dośc, że muszę to przeczytac (nie twierdzę, że jest nudne ale... kiedy trzeba coś zrobic i nie ma się wyjścia nie jest już to takie zabawne. ;D) to jeszcze na historii o nich się uczę i doszłam do wniosku, że byli oni wrednymi... jak by się tu ładnie wyrazic... wrednymiiiii krzyżakami! O! Tak właśnie. A tak omijając kochanych krzyżaków to powiem jeszcze, że czekolada z milki jest pyszna! I ten bajer jak strzela w buzi, i to nie jest bombolada to autentycznie strzela jak mini diabełki, nawet słychac jak się otworzy buzię. XD POLECAM! Wracam do nauki, blog miał byc z opowiadaniami a na razie zawiera lokowanie produktów: "Krzyżacy" oraz "milka".
Piosenka na rozluźnienie <3 ten kto nie zna ma natychmiast przesłuchac! To nie cwiczenia!
 

 
Właśnie zjadłam... KFC odżywiam się niezdrowo ;-; a lak jest to nie pogardzę.
Niedługo Hallowen ("Heloim szatańskie święto, szatańskie cukierki z szatańskim nadzieniem." )

No ale moje postacie są zacofane i żyją w innym wymiarze więc u nich jest cieplutko i milutko. Tak więc bloga tego poświęcam pisaniu opowiadań, może nie krótkich ale każde poświęcone innemu dniu "z życia" moich postaci. Nie będę pisała o swoich problemach życiowych, czy też o tym jakie to seriale uwielbiam, nie będę dodawało swoich samojebek ani udzielała poradników "jak zrobic pyszny deser" itp. Dopiero zaczynam bloga ale mam nadzieję, że się rozkręci... Na obecną chwilę muszę się uczyc na historię więc opowiadanko wstawię wieczorem <3